MASACHIST – DEATH MARCH FURY

MASACHIST – DEATH MARCH FURY

EVIL015

PROGRAM PŁYT

SKŁAD SZCZEGÓŁY

1. UNVEIL THE GRAVE
2. INBORN OBEDIENCE
3. WOMB
4. OPEN THE WOUNDS
(feat.Ross Dolan)
5. NOXIOUS
6. MALICIOUS CLEANSING
7. APPEARANCE OF THE WORM
8. CRUSH THEM!!!
9. DEATH SHALL MARCH…

Pig – throat
Daray – drums
Thrufel – guitar, backing vocals
Aro – guitar, backing vocals
Heinrich – bass

FORMAT: DIGI PACK
DATA WYDANIA: 04. 2009
STYL: BRUTAL DEATH METAL

INFORMACJE

 

Masachists być może traktuje się jako zespół złożony z samych gwiazd, ale nie należy lekceważyć faktu, że tych 5 muzyków i przyjaciół poświęciło się 3 lata temu stworzeniu najbardziej ekstremalnego i bezkompromisowego aktu death metalowego znanego ludzkości. Ich poprzednie doświadczenie i sukcesy w dziedzinie muzyki są niepodważalne. Idea założenia tego bandu należy do Thrufla (gitarzysty Azarath i Yattering) ale nie udało by się jej zrealizować bez Daraya (Dimmu Borgir, Vesania, ex-Vader). Wkrótce dołączył do nich Heinrich (Vesania, Rootwater) i Aro (Shadows Land) – po kilku próbach byli gotowi nagrać swój pierwszy album. No i nie zapominajmy o wokaliście i frontmanie – Pig (aka Sauron), który jest znany z wokali na pierwszych albumach Decapitated. Ten skład ma tylko jedno zadanie – ciąć, miażdżyć i niszczyć.

„Death March Fury” – to prawdziwy majstersztyk brutalnego death metalu, nagrany w 2008 roku. Ross Dolan z Immolation wziął udział jako gość specjalny w utworze "Open The Wounds".

Przygotujcie się na 26 minut intensywności, które zostawią was w oczkiwaniu na więcej. To prawdziwie krusząca kości, jebiąca beret i rozkładająca mózg na części elementarne porcja death metalu „kurwa mać”*!

Więcej informacji
www.myspace.com/masachistband, www.masachist.pl
Promocja michal@witchinghour.pl

CYTATY I RECENZJE

 

„Założeniem tej supergrupy było wykonywanie jeszcze bardziej ekstremalnego death metalu. Wygląda na to, że się udało” – Teraz Rock

„Jest brutalnie, jest szybko, ale też klarownie i inteligentnie. Tak się dziś gra solidny death metal” – Mystic Art

„Ten zaledwie 26-minutowy krążek przypomina pigułkę, w której zamknięto wszystko, za co miłośnicy dĽwiękowej ekstremy pokochali polski death metal” – Musicnews.pl

„Niespełna 30 minut dĽwiękowego kataklizmu w wydaniu muzyków, którzy na death metalu znają się, jak mało kto” – Onet.pl/Megafon.pl

„każdy kto oczekuje materiału światowej klasy nie będzie zawiedziony. Album Death March Fury to dawka bezlitosnego śmierć metalu” – Metal.pl

„Masachist to kolejny rewelacyjny polski zespół deathmetalowy, który spokojnie może konkurować z największymi tuzami gatunku” – Rockmetal.pl

” o każdej nowej kapeli wydawca mówi w samych superlatywach, że mamy do czynienia z debiutem roku, jeśli nie dekady, ale w przypadku Masachistbędzie to najszczersza prawda” – Chaosvault.com

” Ten krążek to metalowy Armagedon, który robi z mózgu galaretę. To krótkie, precyzyjne cięcia zadające ból i cierpienie oraz powodujące obfite krwawienie z powstałych ran” – psychozine.eu

-oOo-

O tym, że polska death metalem stoi, wiadomo nie od dziś. Do szanowanej na całym świecie trójcy Behemoth, Vader i Decapitated wkrótce może dołączyć kolejny gracz – Masachist. Jak na ironię, mający w składzie muzyków znanych z dwóch wspomnianych formacji.

Na czele zespołu stoi Thrufel (gitarzysta m.in. Azarath i Yattering), który do współpracy zaprosił śmietankę polskiego ekstremalnego metalu: perkusistę Daraya (eks-Vader, Dimmu Borgir, Black River), byłego wokalistę Decapitated (tutaj jako Pig), basistę Heinricha z Vesanii i Rootwater oraz gitarzystę Shadows Land, Aro. Jakby tego było mało, w jednym z utworów gościnnie wystąpił Ross Dolan z Immolation. Na szczęście to nie znane postaci sprawiają, że "Death March Fury" jest płytą wartą uwagi. Ten zaledwie 26-minutowy krążek przypomina pigułkę, w której zamknięto wszystko, za co miłośnicy dĽwiękowej ekstremy pokochali polski death metal. Od burzy precyzyjnych perkusyjnych blastów, przez szaleńcze gitarowe eskapady i zabójczy ciężar, aż po wyjątkowo brutalne wokale. Z Masachist, drodzy państwo, nie ma żartów.

Choć "Death March Fury" zdominowały krótkie i szybkie utwory, największe wrażenie robi najdłuższy i najwolniejszy kawałek na płycie – "Appearance of the Worm". Nie oznacza to jednak, że Masachist nagle porzuca przeładowane testosteronem deathmetalowe łojenie na rzecz industrialnych smaczków, czy efekciarskiej elektroniki. W tym przypadku zadziałała zasada kontrastu – po kilkunastu minutach bezlitosnego łupania tempo nagle zwalnia, robiąc miejsce dla kilku atonalnych zagrywek, znacznie ciekawszych od melodyjnych solówek, jakimi co jakiś czas raczą nas gitarzyści. Trzon "Death March Fury" to jednak najwyższej klasy łomot i w tym miejscu powinniśmy się tylko cieszyć, że całość trwa zaledwie 26 minut. Większa dawka, przy tak intensywnej muzyce, mogłaby się okazać zabójcza.

MACIEJ STANKIEWICZ
ONET.PL

MASACHIST – DEATH MARCH FURY

Ten materiał był zapowiadany od dość dawna. W końcu jest! Dziewięć morderczych wałków! Sądzę, że mam już swoją deathmetalową płytę roku.

"Death March Fury" zaczyna się od słów "You will die!", zapowiadających to, z czym słuchacz będzie miał do czynienia. Pełnokrwisty death metal! Masachist nie bierze jeńców! Wielu porównuje tę kapelę do Hate Eternal. Nagrania amerykanów charakteryzuje jednak większa gęstość i bardziej wypolerowane brzmienie. Masachist ponadto gra z zupełnie innym feelingiem. Oczywiście podobieństwa są słyszalne, ale nie określałbym kapeli Thrufla mianem kopii Hate Eternal, jak niektórzy to czynią. W wielu fragmentach załoga Thrufla nawiązuje muzycznie także do Yattering, Azarath i Shadows Land, ale mimo to Masachist dysponuje własnym brzmieniem i charakterem.

Lubię płyty, na których każdy odrębny element jest dopracowany, a jednocześnie słychać, że żaden z muzyków nie dominuje w zespole. Tak też jest w przypadku "Death March Fury". Pig zasługuje na wielkie brawa za wokale pełne gniewu i nienawiści – genialny growl. Ponadto należy zwrócić uwagę na konkretny bas, m.in. w takich wałkach jak "Womb" i "Open The Wounds". Najczęściej na płytach z death metalem gitara basowa jest schowana za ścianą gitar i ledwo słyszalna. Tu bas jest wyeksponowany odpowiednio, dodając utworom potężnego dołu. Gitary Thrufla i Aro są zakręcone, połamane, a w wielu miejscach wręcz transowe, nadal pozostając w deathmetalowej stylistyce. Daray to sprawdzony rzemieślnik, na "Death March Fury" gra na perkusji dokładnie tak, jak powinien. Materiał utrzymany jest w średnich i szybkich tempach, ale kilka fragmentów to walcowate zwolnienia. Jest duszno, gęsto, dynamicznie i niejednostajnie, więc nie ma mowy o nudzie.

Cieszę się, że kapela jest pod skrzydłami Witching Hour, bo Bart lubi porządnie wydane materiały. Tak też jest w tym przypadku. Za oprawę odpowiada Eliran Kantos, który popełnił m.in. artwork do ostatniej płyty Testament. Oprawa graficzna "Death March Fury" bardzo dobrze komponuje się z zawartością muzyczną albumu.

Masachist to kolejny rewelacyjny polski zespół deathmetalowy, który spokojnie może konkurować z największymi tuzami gatunku. Mam nadzieję, że nie skończy się tylko na jednym albumie, że muzycy będą mieli wystarczająco dużo energii poza swoimi macierzystymi formacjami, aby dalej prowadzić rzeĽnię Masachist!

autor: Kazan
10/10

ROCKMETAL.PL
MASACHIST – DEATH MARCH FURY

Decapitated, Vader, Dimmu Borgir, Shadows Land, Azarath, Yattering, Vesania. Co łączy wszystkie te doskonale znane miłośnikom hałasu nazwy? Muzycy grywający właśnie w tych składach uderzają obecnie pod zupełnie nowym szyldem, który według mnie niedługo będzie równie znany jak te powyższe. Masachist to projekt w iście gwiazdorskiej obsadzie, z takimi postaciami jak Daray, Sauron czy Trufel. Te ksywki same w sobie powinny być wyznacznikiem najwyższej możliwej jakości, tym bardziej jeśli dopiszemy do nich jeszcze dwie: Aro i Heinrich.

I w rzeczy samej każdy kto oczekuje materiału światowej klasy nie będzie zawiedziony. Album Death March Fury to dawka bezlitosnego śmierć metalu. Pełnego agresji, ciężaru i wściekłości. Czego można chcieć więcej?

Takie numery jak np. "Inborn Obedience" doskonale bronią się same. A nawet nie tyle bronią, co ostro atakują i bez pardonu piorą słuchacza po mordzie. Tutaj nie ma miejsca na litość ani odpoczynek. Cały krążek zapierdziela do przodu niczym doskonale zgrany oddział żołnierzy przekonanych o tym, że tym po drugiej stronie trzeba porządnie wpieprzyć. Smaczku całości dodaje również fakt, że w numerze pod tytułem "Open The Wounds" usłyszymy Ross’a Dolan’a, na co dzień zasilającego szeregi Immolation.

Podczas słuchania Death March Fury moją uwagę zwróciły solówki – niezwykle specyficzne i cechujące się jakąś posępną, grobową niemal melodyką. Zresztą taki klimat rodem z zatęchłej krypty można również odnaleĽć w doskonałych zwolnieniach, nie tylko zwiększających ciężar nagrań ale stanowiących również idealny kontrapunkt dla wściekłych blastów.

Jest na Death March Fury jeszcze jeden kawałek, zasługujący na szczególne zainteresowanie, a mianowicie mowa tutaj o trwającym ponad sześć minut numerze "Appearance Of The Worm". Udowadnia on, że Masachist sprawdza się dobrze również w dłuższych, bardziej epickich formach.

Oto jedna z lepszych death metalowych płyt roku 2009. Polecać chyba specjalnie nie trzeba, prawda?

DOMINIK NEHAMOD

METAL.PL
MASACHIST – Death March Fury

Na początku muszę się przyznać do tego, że obawiałem się tej płyty. Znalezione gdzieś w sieci zajawki materiału zwiastowały soniczną zagładę. Bałem się zatem, że materiał będzie tak intensywny, gesty i rzeĽnicki, że moje biedne narządy słuchu tego nie udĽwigną. Bałem się, że potężne blasty wgniotą mnie w ziemię a głęboki growl wypruje flaki. Bałem się, że zakręcone, ale przemyślane zarazem solówki wywiercą mi dziurę w głowie. No i nie myliłem się specjalnie gdyż wszystkie te "plagi egipskie" mnie dopadły.

Na dzień dobry wokalista Pig oznajmia nam swym "słowiczym trelem": "You will die!!!" i słowa dotrzymuje. Ten krążek to metalowy Armagedon, który robi z mózgu galaretę. To krótkie (trwające od 1:46 do 3:24), precyzyjne cięcia zadające ból i cierpienie oraz powodujące obfite krwawienie z powstałych ran. To ściana gitarowego dĽwięku zaopatrzonego w karabin maszynowy marki Daray. Całości zniszczenia dopełniają lekko połamane struktury utworów oraz selektywne acz na szczęście nie sterylne brzmienie tego materiału. Tu nie ma miłosierdzia. Tu się nie bierze jeńców ani nie okazuje łaski. To jest kurwa death metal, którego wzorzec powinno się przechowywać w Sevres koło Paryża. Aż dziw, że to debiutancki krążek zespołu. Jednak wystarczy rzut oka na skład tej rzeĽnickiej kamandy i wiadomo, że sroce spod ogona ci kolesie nie wypadli i wysoki, pod każdym względem, poziom tego wydawnictwa jest jak najbardziej zasłużony. Dodatkowo w " Open The Wounds" chłopaki dostali wsparcie niejakiego Ross’a Dolan’a z jakiegoś Immolation czy coś tam? – hehehe. Od reszty (tych krótkich i precyzyjnych cięć, o których wspomniałem wcześniej) odróżnia się najwolniejszy "Appearance Of The Worm", trwający nieco ponad 6 min. wałek dający odrobinę wytchnienia. Chłopaki w porę się jednak reflektują i tych, którzy cudem ocaleli dobijają krótkim killerem o jakże wymownym tytule "Crush Them!!!". Na sam koniec jeszcze tylko outro "Death Shall March…" i zapada taka niezręczna, trudna do zniesienia cisza. Krótki to materiał ale ciekawe kto by wytrzymał więcej? Jak komuś mało to zawsze można wcisnąć repeat! Ja wciskam!

Dodane: May 5th 2009
Recenzent: ROBIN
OCENA: 4,5/5

MASACHIST – DEATH MARCH FURY
TERAZ ROCK NR7 (77) LIPIEC 2009
4/5

W Masachist udzielają się członkowie Vader,Yattering,Decapitated czy Vesanii. Co ciekawe, założeniem tej supergrupy było wykonywanie jeszcze bardziej ekstremalnego metalu. Wygląda na to ,że się udało . Efektem jest death metal w najbardziej agresywnej odmianie. Soczyste , bardzo intensywne riffy i niesamowicie geste partie perkusyjne charakteryzują Unveil The Grave. Nie ma chwili przestoju,pomysłowe choć również szybkie partie gitarowe dominują w Inborn Obedience. W Womb wreszcie można chwilę odetchnąć.Malicious Cleasing zawiera bardzo melodyjne, świetne orientalizujące solo. Solówka zwraca także uwagę w opętańczym Crush Them!!! Jeszcze więcej dzieje się w drugiej połowie zwalistego Apperance Of The Worm. Esencją albumu wydaje się być nie przerażający i hałaśliwy utwór tytułowy ale Noxious. Słychać tu jak ważny w Masachist jest założyciel,Thrufel, czyli pojawiają się echa twórczości Yattering,ale równie ważny okazuje się Daray ( zresztą jednocześnie udzielający się ostatnio w Hunterze,Vesanii,Black River i u norweskich diabłów z Dimmu Borgir) . Formę także trzyma wokalista Pig,czyli Wojtek Wąsowicz,znany w czsach Decapitated jako Sauron. Dodatkowo w Open the Wounds słyszymy gościnnie „śpiewającego” siarczystym growlingiem Rossa Dolana z amerykańskiego Immolation. A same teksty Masachist- w całości autorstwa tekściarza spoza zespołu,Michała „Breżnieva” Spryszaka,znanego ze współpracy z Yaterring – zgodne są z deathmetalowymi kanonami. Wystarczy przytoczyć fragment Appearance Of The Worm: We burn,we kill,we rape,we punish. I wszystko jasne.

ŁUKASZ WEWIÓR

MASACHIST – DEATH MARCH FURY
MYSTIC ART NR 2 (49) /2009
8/10

Faceci którzy mają żony z dużymi cyckami,prędzej czy póĽniej szukają sobie kochanek płaskich jak niemiecki autobahn. Dziwne ? Ani troche! Każdy potrzebuje co jakiś czas urozmaicenia i odmiany. Nikt nie wytrzyma jedząc przez całe życie same słodycze, żeby było dobrze, trzeba czasem spróbować gorzkich rzeczy i słonych. Jakiś czas temu powstało kilka zespołów których muzycy zmęczeni nowoczesnymi dĽwiękami swoich macierzystych formacji, zapragnęli czegoś całkiem innego i zaczęli grać muzykę do granic prostą i toporną. Tak powstał revivel lat osiemdziesiątych i nawrót takich grup jak Venom czy Celtic Frost. Dziś mamy zalew zespołów grających starodawny trash metal. Też na zasadzie ucieczki od wszystkiego co „nu” . Od czego i gdzie uciekają muzycy Masachist. To że chcą uciec od codziennej rutyny napisali w swoim bio , więc możemy to traktować jako deklarację. Tak się składa, że zespół tworzą muzycy bardzo aktywni i dobrze znani z innych składów. Thrufel dał się poznać w Yaterring i Azarath,Daray, wiadomo Vader, Vesania czy Dimmu Borgir żeby wymienić tylko te najważniejsze, Sauron to gardło Decapitated, Heinrich gra na basie w Vesanii i Rootwater, wreszcie Aro, gitarzysta znany z Shadows Land i Toruemada. Jak ktoś się dokładnie przyjrzy tej liście, to łatwo zgadnie że każdy z tych muzyków na co dzień ma nieco inne zajęcie niż to co robią w Masachist i że ta „ucieczka” ma sens. Nie ma tu nawet śladu Black metalu, nie ma żadnej pogoni za nowoczesnością ani wymyślania nowych gatunków. Ale niech wam się nie wydaje że to jest jakiś nudny old school! Album kipi pomysłami i jest tak skonstruowany że nie każdym razem znajduje się w nim nowe płaszczyzny. Jest brutalnie, jest szybko,ale też klarownie i inteligentnie. I bardzo konkretnie. Tak się dziś gra solidny death metal. Ogólnie album dla tych którzy lubią się muzyką cieszyć, po prostu, bez dorabiania filozofii. Mnie pasuje

PIOTR MIECZNIKOWSKI

MASACHIST – "Death March Fury"
MEGAFON.PL

Porzućcie nadzieję, którzy obcujecie z tym materiałem. Poza nadzieją, że zostanie on zauważony i doceniony. Mrok, cierpienie, zagłada, apokalipsa – to was czeka. Oprawione w rasowy death metal wysokiej próby.

Niespełna 30 minut dĽwiękowego kataklizmu w wydaniu muzyków, którzy na death metalu znają się, jak mało kto. Ale nie jest tylko ostro i do przodu, aczkolwiek przeważają dĽwiękowe bombardowania, trwające około dwóch, góra trzech minut. Thrufel (eks-Yattering, Azarath) i Daray (eks-Vader, Dimmu Borgir) pracowali nad materiałem od ponad dwóch lat i wszystko dobrze sobie poukładali. Postanowili przyłożyć słuchaczowi z pełną siłą niczym Mike Tyson u szczytu kariery, nokautując na początku starcia. Nie ma rozmiękczania, słodzenia, odgłosów puszczy, nikt do nikogo się nie mizdrzy. Daray nadaje ekstremalnie szybkie tempo a wokół tną powietrze gitary, niczym myśliwiec przed odpaleniem rakiety. Brzmią surowo, wygrywają co pewien czas atonalne riffy oraz krótkie solówki. Przebija przez to growling Piga (eks-Decapitated), który nie stracił na jakości mimo rozbratu wokalisty ze sceną (w jednym numerze wspiera go Ross Dolan z Immolation). Intensywność płyty jest niesamowita. Klimat – pomieszaniem wściekłości, brutalności i przerażenia przed nadejściem kataklizmu (świetnie oddany pod koniec "Malicious Cleansing"). Żeby ktoś nie pomyślał, że muzyków stać tylko na dwu-, trzyminutowy błyskawiczny atak na narządy słuchu, mamy na płycie znakomity, walcowaty, lekko trącący Meshuggah, ponad sześciominutowy "Appearance Of The Worm", a także króciutkie klawiszowe ozdobniki, wsamplowane niepokojące głosy ("Death Shall March…").

Jeśli czegoś szkoda to tego, że małe są szanse na to, że Masachist będzie zespołem regularnie występującym. Tym bardziej cieszmy się płytą i życzmy jej docenienia. Polacy to śmierć metal umieją grać, jak mało kto…

LESŁAW DUTKOWSKI